Biuletyn Bart

Poznajmy bliżej Natalię

Pracujesz w Bart prawie dziewięć lat – jak wspominasz swoje początki w firmie?

Moje początki w Bart wspominam jako dość intensywne. Na początku nieco trudno było mi się odnaleźć, ponieważ wcześniej pracowałam w laboratorium analitycznym, gdzie wszystko było bardzo uporządkowane. W Barcie trafiałam akurat na start nowego projektu unijnego – wiele procesów dopiero się kształtowało, nie wszystko było jeszcze jasne i momentami panował lekki chaos. Dość szybko jednak wciągnął mnie wir pracy w obszarze R&D i poczułam, że trafiłam do naprawdę fajnej firmy, ze świetnymi ludźmi i bardzo dobrą atmosferą współpracy.

Czy już w młodości wiedziałaś, w jakim kierunku chcesz się rozwijać zawodowo, czy raczej wyszło to z czasem?

Jako małe dziecko miałam naprawdę nietypowe marzenie – chciałam zostać… drwalem. Do dziś mnie to bawi, ale wtedy wydawało mi się to najfajniejszą rzeczą na świecie. Z drugiej strony dorastałam w rodzinie lekarsko-weterynaryjno-farmaceutycznej, więc tematy związane ze zdrowiem, anatomią czy biologią były u mnie obecne od zawsze. To naturalnie kształtowało moje zainteresowania.

W pewnym momencie bardzo mocno wciągnęła mnie też psychologia zwierząt. Chciałam zostać psim behawiorystą. Ostatecznie stało się to moją dużą pasją, ale nie pełnoprawnym zawodem.

Z perspektywy czasu widzę, że mój rozwój zawodowy był wynikiem mieszanki dziecięcej ciekawości, rodzinnych inspiracji i naturalnej potrzeby łączenia naukowego podejścia z praktyką. Dziś, pracując jako specjalista R&D mam poczucie, że idealnie łączę to, co zawsze mnie interesowało. A dziecięce marzenia o byciu drwalem i miłość do psów zostały ze mną jako sympatyczne wspomnienia i rozwijające hobby.

Bywasz na wielu międzynarodowych targach i konferencjach – czy jest jakieś wydarzenie, które szczególnie zapadło Ci w pamięć?

Najbardziej egzotycznym doświadczeniem były dla mnie targi w Nigerii. Początek nie był łatwy -problemy z uzyskaniem wizy, ogólna biurokracja i korupcja potrafiły dać się we znaki. Mimo to wyjazd okazał się wyjątkowo udany, Nigeria, choć pełna kontrastów i wyzwań, zaskoczyła mnie ogromną życzliwością ludzi oraz świetną atmosferą na samych targach.

Drugim wydarzeniem, które szczególnie zapadło mi w pamięć, była konferencja w Otwocku sprzed kilku lat. Był to mój pierwszy raz, kiedy występowałam z prezentacją przed pełną salą ludzi. Ogromnie się wtedy stresowałam, ale równocześnie byłam bardzo podekscytowana. To doświadczenie nauczyło mnie przede wszystkim odwagi oraz tego, że czasem trzeba zrobić krok poza swoją strefę komfortu, żeby później móc iść pewniej dalej.

Dużo podróżujesz służbowo i prywatnie – masz jakieś miejsce na świecie, do którego zawsze chętnie wracasz?

Zdecydowanie Republika Południowej Afryki. Byłam tam już kilka razy i za każdym razem odkrywałam zupełnie inny region tego kraju. RPA ma w sobie coś wyjątkowego: niesamowitą otwartość ludzi i ogromne bogactwo natury, które potrafi dosłownie zapierać dech w piersiach, dlatego jest to dla mnie kierunek, do którego wracam z ogromną przyjemnością.

Ale mimo tego, że widziałam wiele pięknych krajów, moim absolutnie ukochanym miejscem na świecie jest… moja działka w sercu Puszczy Kampinoskiej. To tam naprawdę odpoczywam od miejskiego zgiełku. Uwielbiam spędzać czas z rodziną w naszym małym domku z kominkiem, w dresie, z łopatą i taczką pod ręką, grzebiąc w grządkach. To mój osobisty azyl – miejsce, w którym najlepiej odpoczywam i do którego wracam z największą radością.

Miejsce, które najbardziej Cię zaskoczyło lub kompletnie zmieniło Twoje wyobrażenie o danym kraju?

Zaskoczyła mnie przede wszystkim Australia, do której wybraliśmy się z moim mężem w podróż poślubną. Wyobrażałam ją sobie jako niemal bajkowy, idealny kraj, a dopiero rozmowy z mieszkańcami uświadomiły mi, jak wiele realnych i poważnych problemów tam istnieje.

Pozytywnie zaskoczyła mnie Namibia i Botswana. Z zewnątrz te kraje mogą wydawać się biedne, a w rzeczywistości zachwyciły bogactwem natury i niezwykłą serdecznością ludzi.

Duże wrażenie zrobił na mnie także Swaziland (obecnie Eswatini). Ten malutki kraj jest przepiękny pod względem przyrodniczym, ale zapamiętałam go przede wszystkim przez wizytę w sierocińcu dla dzieci. Spodziewałam się trudnego, przygnębiającego doświadczenia, a tymczasem było bardzo wesoło. Dzieci były radosne i z ogromnym entuzjazmem opowiadały o swoich marzeniach na przyszłość. Zrozumiałam wtedy, że nawet w bardzo trudnych warunkach może być wiele siły, nadziei i niezwykłej energii.

Najdziwniejsza lub najbardziej zaskakująca sytuacja, która przytrafiła Ci się w podróży?

Zdarza mi się zaliczać naprawdę dziwne i śmieszne sytuacje. Kiedyś, przemierzając autem jeden z parków narodowych w Afryce, gonił nas słoń. Innym razem zostałam zaproszona na wesele do plemienia Himba, co było niesamowitym i bardzo radosnym doświadczeniem.

Bardzo poruszające były też chwile w wiosce plemienia Mentawai w Indonezji, gdzie uczyłam lokalne dzieci języka angielskiego. W podziękowaniu zostałam uhonorowana możliwością wzięcia udziału w zamkniętej ceremonii przyjęcia nowo narodzonych dzieci do plemienia – niezwykłe doświadczenie kulturowe i emocjonalne.

A jeszcze jedną z bardziej zaskakujących przygód było spędzeni kilku nocy na… bezludnej wyspie. Zgodziłam się, myśląc, że to pewnie jakaś ściema, a okazało się, że wyspa rzeczywiście była całkowicie bezludna. To doświadczenie nauczyło mnie odwagi, pokazało, że potrafię sobie poradzić w każdej sytuacji i jeszcze czerpać z tego przyjemność.

Kiedy zaczęła się Twoja przygoda ze strzelectwem? Co sprawiło, że zainteresowałaś się bronią palną?

Początkowo temat broni palnej w ogóle mnie nie interesował – to zdecydowanie nie było moje hobby. Natomiast mój mąż od lat pasjonuje się strzelectwem, więc siłą rzeczy ten świat zaczął powoli pojawiać się także w mojej codzienności. Z czasem w naszym mieszkaniu stanął sejf, a ja coraz częściej jeździłam z nim do sklepów z bronią czy na strzelnicę. Stopniowo temat zaczął mnie ciekawić, a wizyty na strzelnicy okazały się zaskakująco przyjemne i angażujące. Tak właśnie narodziła się moja przygoda ze strzelectwem – z czegoś, co zupełnie mnie nie kręciło, stało się to aktywnością, którą naprawdę lubię i która daje mi dużo satysfakcji.

Czy miałaś jakieś niebezpieczne sytuacje związane z tym hobby?

Strzelectwo to sport, który wymaga dużej samodyscypliny, koncentracji i znajomości zasad bezpieczeństwa. Są bardzo konkretne reguły, których trzeba bezwzględnie przestrzegać – i jeśli się do nich stosuje, broń jest w pełni bezpiecznym narzędziem. Nigdy nie miałam żadnych niebezpiecznych sytuacji, bo podstawą jest odpowiednie obchodzenie się ze sprzętem. Traktuję broń trochę jak samochód czy nóż w kuchni – oba mogą wyrządzić krzywdę, jeśli ktoś używa ich nieodpowiedzialnie, ale w rękach osoby świadomej zasad bezpieczeństwa stają się po prostu narzędziem. Dlatego tak istotne jest szkolenie, rozsądek i szacunek do tego hobby

Wspominałaś, że niedawno adoptowałaś psa – jak obecność czworonoga zmieniła Twoją codzienną rutynę?

W moim domu psy były obecne od zawsze. Oczywiście teraz, przy małym dziecku, które rano odprowadzam do żłobka, i dojazdach do pracy oddalonej o prawie 30 km, bywa to wyzwaniem logistycznym – zwłaszcza że nasza poprzednia, 18-letnia sunia którą pożegnaliśmy w lutym była już mało wymagająca pod kątem spacerów, a obecny psiak jest jednak młody i potrzebuje większej dawki ruchu. Adaptacja psa ze schroniska to proces długotrwały, wymagający cierpliwości, ale daje też ogrom satysfakcji. Pokazujemy naszej córce wrażliwość na dobro drugiej istoty, a obserwowanie, jak do tej pory bezdomny psiak po raz pierwszy poznaje, czym jest rodzina, zabawki czy własne posłanie, sprawia, że robi mi się ciepło na sercu i czuję, że naprawdę zmieniłam życie jednej istocie.

1 komentarz

  • Czytam – jak powieść o osobie, której nigdy nie znałam! Wow, fantastyczny wywiad – a na priv podeślę co nurtuje mnie najbardziej.

Zostaw swój komentarz